Logo

Facebook Instagram

Kuba odsłania najczarniejszy rozdział

15 sty 2015

Prezentujemy polskie tłumaczenie ważnej, bardzo osobistej rozmowy Jakuba Błaszczykowskiego z niemieckim dziennikiem „Die Welt”.

Kuba odsłania najczarniejszy rozdział

fot. bvb.de

 

Książka pt. „Kuba” będzie się mocno różnić od innych sportowych autobiografii. Bo Jakub Błaszczykowski, reprezentant Polski, występujący na co dzień w barwach Borussii Dortmund, przeżył dużo więcej niż jego koledzy z boiska. W poniższej rozmowie zaskakująco otwarcie mówi o tragicznych wydarzeniach, które w dzieciństwie stały się jego udziałem. Jako dziesięciolatek widział kłótnię rodziców i moment, gdy ojciec zadał śmiertelny cios ukochanej mamie.

>> Czytaj na stronie Die Welt (welt.de

 

Die Welt: - Pracuje pan obecnie nad swoją autobiografią. Nie za wcześnie? Zwykle sportowcy biorą się za to po zakończeniu kariery.

Jakub Błaszczykowski: - Zdaję sobie oczywiście sprawę, że przede mną jeszcze kilka lat profesjonalnego grania w piłkę. Ale niedługo kończę 30 lat, trochę mnie już życie doświadczyło i mam coś, co mógłbym przekazać innym. Dlatego zdecydowałem się napisać tę książkę właśnie teraz. Pracuję nad nią wspólnie z Małgorzatą Domagalik, uznaną polską dziennikarką. Do księgarń powinna trafić już w maju. Liczę, że będzie to ciekawa lektura.

- Kiedy pojawił się u pana pomysł, by ją napisać?

- Tak naprawdę to nie do końca był mój pomysł. Wiele osób mówiło mi: „Musisz napisać książkę! Przeżyłeś tak dużo.”, a ja przez długi czas nie byłem do tej idei przekonany. Wiele zmieniły rozmowy z rodziną – po nich poczułem, że chcę to zrobić.

- Jak to jest opowiedzieć komuś całe swoje życie?

- To ciekawe doświadczenie. Każdy przecież zdaje sobie sprawę, że jego punkt widzenia na wiele życiowych spraw jest bardzo subiektywny – inni ludzie dane wydarzenia na pewno odbierają zupełnie inaczej niż ja. Dlatego zależało mi na tym, by w mojej książce także inne osoby, które spotykałem na swej drodze, mogły przedstawić swoją perspektywę.

- Doświadczył pan ekstremalnie trudnych chwil. Niełatwo było o tym opowiedzieć?

- Wiele osób mówi, że miało w swoim życiu trudny czas. Często też jest tak, że coś złego, co dzieje się teraz, uważamy za dużo gorsze od tych naprawdę ciężkich chwil, które zostawiliśmy za sobą w przeszłości. Życie po prostu wystawia nas na wiele prób, a najtrudniejsze z nich często zdarzają się wtedy, gdy najmniej się ich spodziewamy. One bolą najbardziej.

- Trudno wyobrazić sobie, by dziesięciolatek mógł przeżyć coś okropniejszego niż to, czego pan doświadczył. Był pan świadkiem chwili, gdy pana ojciec śmiertelnie ranił pana mamę. Czy praca nad książką pomogła panu w jakiś sposób poradzić sobie z tamtymi wspomnieniami? Jest to w ogóle możliwe? 

- W książce opowiadam o wszystkim co przeżyłem. Także o tamtym dniu. Nie było mi łatwo. Nie zapomniałem rzecz jasna tych chwil i nigdy ich nie zapomnę – one zostaną we mnie do końca, są już częścią mnie. Tamten dzień przewrócił moje życie do góry nogami, zmienił je, ukształtował na nowo. To kluczowy punkt mojej biografii, a ja osobiście uważam go za coś, co uczyniło mnie silnym. Jestem przekonany, że właśnie te najtrudniejsze momenty dają człowiekowi największą siłę. Dzięki temu codzienne życiowe problemy nie dotykają mnie tak bardzo, jak mogłyby dotknąć inną osobę. Bo niezależnie od tego, co się stało lub co się stanie, ja przeżyłem już w życiu coś gorszego.

- Zdarza się, że narzekania innych ludzi na ich błahe, codzienne kłopoty brzmią dla pana po prostu śmiesznie?

- Nie. Mam świadomość, że moja percepcja takich problemów – przez to, co przeżyłem w przeszłości – jest nieco inna. Ale nie mogę wymagać od innych, by to rozumieli. Nie mogę mieć do nich pretensji.  Dopiero gdy człowiek sam spadnie na samo dno, zrozumie, jak to jest. A ja nikomu nie życzę czegoś takiego.

- Ile czasu zajęło panu, by po tamtych wydarzeniach znów poczuć w życiu radość?

- Długo. Do piętnastego czy szesnastego roku życia rosłem bardzo wolno, miałem zaledwie 155 cm wzrostu (dziś pomocnik BVB mierzy 176 cm – przyp. red.). Cały czas wszystkie emocje trzymałem w sobie, nie mogłem ich z siebie wyrzucić. Bardzo trudno to zrobić, gdy w głowie ma się takie wspomnienia. Ale w końcu nie miałem wyboru. Bo tylko wtedy, gdy zaakceptujesz to, co się stało, jesteś w stanie zrobić jakikolwiek krok do przodu.

- Pan motywację znalazł w grze w piłkę?

- Uważam, że futbol pomógł mi wyrzucić z siebie te emocje. Piłka była moją pierwszą miłością. Dzięki Bogu możemy dziś siedzieć tutaj i rozmawiać o tym wszystkim – nie wiem, czy byłoby to możliwe, gdybym wtedy poszedł inną ścieżką. Oczywiście, że sami decydujemy o swoim losie, ale nieraz jedna zła decyzja może szybko sprowadzić sprawy na złe tory. Ja na przykład jestem bardzo szczęśliwy, że zostałem zawodnikiem Borussii Dortmund i mogłem dzięki temu przeżyć tak wiele wspaniałych chwil. Mam nadzieję, że kilka podobnych jeszcze przede mną.

- Kogo można wymienić wśród ludzi, którzy najbardziej panu pomogli?

- Osobą, do której czuję największą wdzięczność, jest moja babcia. Zabrała mnie i mojego brata do siebie, wychowywała nas. Blisko zawsze był też Jurek (wujek Jakuba, Jerzy Brzęczek, dziś trener Lechii Gdańsk – przyp. red.). Sam był piłkarzem, grał m.in. w Tirolu Innsbruck. Zawsze widział we mnie dobrego piłkarza, mimo że zdarzyły się w moim życiu jeden czy dwa momenty, gdy chciałem się poddać, gdy traciłem nadzieję, że stanę się profesjonalnym zawodnikiem. Najtrudniejsze były te chwile z dala od domu, wielogodzinne dojazdy z naszej wioski na każdy trening. Jurek robił wszystko, by mnie przekonać – nie pozwalał, bym kiedykolwiek przestał w siebie wierzyć.

- Czy doświadczenia z przeszłości mogą mieć wpływ na to, że dziś podchodzi pan do kryzysu BVB z dużo większym dystansem niż pana koledzy?

- Prawdą jest, że znajdujemy się obecnie w trudnej sytuacji, ale możemy wspólnie znów wyjść na prostą. Tego jestem pewien. Runda jesienna to już historia, teraz musimy patrzeć do przodu. Trzeba się przygotować jak należy, odpowiednio pracować na treningach i w końcu przestać rozpamiętywać to, co było. Musimy koncentrować się na tym, co przed nami – na szansach, przed którymi staniemy jako drużyna. Jak tylko wróci w nas ta nasza pewność siebie, wszystko znów będzie szło tak jak wcześniej. Bo mamy w zespole wielki potencjał i świetnych piłkarzy.

- Pan po długiej przerwie spowodowanej kontuzją znów może trenować i grać na pełnych obrotach. To wielka radość?

- Ogromna. Bardzo się cieszę, że kolano nie sprawia mi już najmniejszych problemów i znowu mogę pomagać drużynie. Cały ten okres rehabilitacji nie był dla mnie łatwy. Zdaję sobie sprawę, że chwilami mogłem być dość irytujący dla fizjoterapeutów, którzy wykonywali kawał dobrej roboty... Jak tylko będziemy mieli trochę wolnego czasu, na pewno im osobiście podziękuję. Zaproszę ich gdzieś lub kupię mały upominek.

- Ma pan pewność, że wszyscy gracze tej drużyny są przekonani o tym, iż BVB utrzyma się w Bundeslidze?

- Wielu zawodników tego zespołu gra ze sobą od dłuższego czasu. Znamy się dobrze i wiemy, że zrobimy to, co do nas należy. Trener wskaże nam plan, a my musimy go zrealizować w stu procentach. Wtedy cała ta historia będzie miała szczęśliwe zakończenie.

Podziel się