Logo

Facebook Instagram
Kuba w rozmowie dla magazynu "Tempo"

Pamiętny prezent od mamy

22 gru 2014

Po 10 miesiącach wrócił na boisko, a teraz przygotowuje się do szczególnych świąt - Kuba Błaszczykowski w rozmowie nie tylko o futbolu.

Pamiętny prezent od mamy

Skoczkowie narciarscy mówią, że gdy urodzi się dziecko, to skacze się o metr mniej, gdy drugie – krócej o dwa.

- Dobrze, że nie jestem skoczkiem. Chociaż epizod ze skokami miałem. W Truskolasach z bratem i kolegami zbudowaliśmy skocznię i biliśmy swoje rekordy. Akurat w Polsce panowała małyszomania, skakaliśmy na zjazdówkach.

Wspominał pan, że dziesięć miesięcy leczenia kontuzji miało swoje dobre strony. Rehabilitacja pozwoliła być bliżej rodziny – żony Agaty i córek.

- Dziewczyny na pewno ucieszyły się z mojej obecności, z tego, że nie mam wyjazdów na zgrupowania i częściej jestem w domu. Po zajęciach rehabilitacyjnych wracałem do domu. Z przyjemnością pomagam żonie przy dzieciach, przy domowych sprawach. Skłamałbym, gdybym powiedział, że „trzymam” dom. To robi Agata, ale nie uchylam się od odpowiedzialności.

Której z córek jest bliżej do taty?

- Z charakteru bliżej do mnie starszej Oliwii. Czasami pokazuje swój charakterek i wtedy właśnie przypomina mnie. Naprawdę mam świetny kontakt z dziewczynkami. Gdy urodziła się Lena, było nam już łatwiej. Z Agatą znaliśmy już pewne zachowania dziecka, wiedzieliśmy, co, jak i gdzie.

A syn?

- Niech żona odpocznie! Myślę, że na trzecie dzieciątko się zdecydujemy. Są takie plany.

Życie towarzyskie pana i żony ucierpiało ze względu na zajmowanie się dziećmi?

- Absolutnie nam to nie przeszkadza. Nie jesteśmy celebrytami ani lwami salonowymi. Gdy mamy ochotę, idziemy na kolację, choć rzadko to się zdarza. Dom to nasze ulubione miejsce. Nie ma nic piękniejszego, jak patrzeć na zdrowo dorastające dzieci.

Czyli romantyczna kolacja z żoną raczej nie wchodzi w grę?

- Oczywiście, że wchodzi.

Ale pamiętamy pańską anegdotę opowiedzianą Małgorzacie Domagalik, że gdy żona przygotowała kolację przy świecach, pan zapalił światło.

- To prawda, bo słabo widziałem jedzenie (śmiech). Ale później światło zgasiłem.

Dał się pan namówić na napisanie autobiografii.

- Ten pomysł chodził mi po głowie od jakiegoś czasu. I fajnie, że trafiłem na Gosię. Mam do niej zaufanie i wydaje mi się, że wspólnie napiszemy coś ciekawego. Na pewno w książce znajdą się historie, o których nigdy nie mówiłem. Nie lubię słowa „spowiedź”, ale na pewno moje słowa będą szczere. Chcę pokazać, jak doszedłem do jakiegoś momentu w życiu i sporcie. Opowiedzieć to, co przeżyłem, co przeszedłem.

Poszedł panu 30. rok, to rzeczywiście dobry czas na podsumowanie.

- Trójka z przodu, szczególnie dla sportowca, wygląda groźnie, ale mnie nie przeraża.

Czy w książce młodzi piłkarze znajdą wskazówki, jak zrobić karierę na miarę pańskiej?

- Na to nie ma złotego środka. Na pewno mogę poradzić dwie rzeczy: ciężko pracować i się nie poddawać. Nikt nie ma wpływu na to, czy dostanie talent, czy zdrowie pozwoli na osiągnięcie czegoś konkretnego w piłce. Ale zachęcam: chłopaki, uczciwie pracujcie!

Pański brat Dawid uważa, że ma lepszą od pana pamięć. Skorzysta pan z jego pomocy przy pisaniu?

- Pewnie tak, a co do pamięci to każdemu z nas zostaje w głowie co innego. Inne rzeczy mnie utkwiły w pamięci, inne Dawidowi.

W Borussii jest pan od 2007 roku i przeżył pan wiele, ale takiego kryzysu jak teraz to chyba nie.

- Gdy przychodziłem, to też nie było różowo. Klub miał kłopoty finansowe. Ale później wszystko się wyprostowało i nadeszły dla Borussii wielkie chwile. Dziś jest ciężko, mimo że nie było mnie z drużyną w ostatnich dziesięciu miesiącach, też to przeżywałem. Problem możemy rozwiązać tylko my – piłkarze i nasz trener. Nikt za nas tego nie zrobi, ani dziennikarze, ani kibice, choć nas wspierają. Gdy zespół był w dołku, klub zorganizował integracyjne spotkanie. Nalewaliśmy kibicom piwo, rozdawaliśmy autografy. Prawdziwa integracja.

„Nawet gdy upadniesz, będę z Tobą” – napisali kibice na transparencie.

- Nie ma w tym sztampy, oni naprawdę tak myślą. W Dortmundzie każdemu zależy, by Borussia odzyskała blask. Tu zainteresowanie klubem przechodzi wszelkie wyobrażenie. Z naszego kryzysu na pewno cieszy się wiele klubów Bundesligi, bo za plecami Bayernu mogą trochę poszaleć.

Dla dzieci, najmłodszych kibiców ze szkoły podstawowej, przygotowaliśmy małą niespodziankę. Mogli zadać Kubie po pytaniu. Wybraliśmy kilka. Gotowy?

- Dla dzieciaków wszystko.

Jaki szczególny prezent pan pamięta?

- Prezent od mamy na Boże Narodzenie, grę elektroniczną „Tetris”. Mieliśmy z bratem mnóstwo radochy. Nigdy o tym prezencie nie zapomnę. Mimo że minęło kilkanaście lat, ma dla mnie wartość sentymentalną. Drobna rzecz, lecz bardzo ważna, bo od mamy.

Jaki jest trener Juergen Klopp? Bywa zły?

- Oj, bywa.

Krzyczy na piłkarzy?

- Wymaga, nagradza, głaszcze, ale również porządnie ochrzania. Gdy świetnie nam szło, to zabrał całą drużynę do McDonalda. Wracaliśmy z jakiegoś meczu wyjazdowego, no i trener zarządził „wjazd” do restauracji. Klienci byli w szoku, bo nagle zaroiło się od znanych twarzy. To jedna strona. Druga jest taka, że gdy na treningu czy w meczu robi się coś nie po jego myśli, bywa nieprzyjemny. Ale mocne słowo też musi być.

Klopp ma poczucie humoru?

- Ma. Kiedyś o jakimś piłkarzu powiedział, że pasuje do nas „jak tyłek do wiadra”.

Pański wujek, trener Lechii Jerzy Brzęczek, poradzi sobie jako trener w ekstraklasie? Był dobrym piłkarzem?

- Szkoda tylko, że teraz nie mamy czasu pograć sobie w kości. Łączyliśmy się na Skypie. Ja w Dortmundzie, Jurek w Częstochowie i graliśmy sobie. Przegrywający musiał robić pompki. Czy był dobrym piłkarzem? Tak, przecież Zagłębie Sosnowiec dawało za Jurka wagon węgla, a Olimpia Poznań, którą w końcu wybrał – dwa polonezy (śmiech). Jako trener Jurek jest odpowiednio przygotowany do tego zawodu. Najważniejsze, by trener zrozumiał grupę piłkarzy, a oni szkoleniowca.

Czy młodemu piłkarzowi ciężko jest trafić do Borussii?

- Na pewno. Borussia sprowadza wielu utalentowanych piłkarzy. Niektórzy potrzebują więcej czasu na adaptację i nie zawsze kończy się ona sukcesem. Żeby znaleźć się w Dortmundzie, trzeba mieć naprawdę duży talent. Nie jest proste zaistnieć nawet w młodzieżowym zespole. Ale warto mieć marzenia. W BVB swoje kariery zaczynali jako młodzi chłopcy Mario Götze, Nuri Sahin czy Marcel Schmelzer. W klubie z Dortmundu się wychowali, choć oprócz Nuriego wspomniana dwójka pochodziła z innych regionów Niemiec. Jeszcze jedno – gdy przychodziłem do Borussii, klub był znacznie biedniejszy, niż dzisiaj i siłą rzeczy musiał stawiać na wychowanków. Teraz jest bogatszy i może robić transfery za spore pieniądze.

Do kiedy zamierza pan grać w piłkę?

- Dopóki zdrowie pozwoli. Chociaż wiem, że w wieku powyżej 35 lat na wysokim poziomie grają wyjątki.

Koledzy z BVB, reprezentanci Niemiec, zadzierali nosa po powrocie ze zwycięskiego mundialu w Brazylii?

- Absolutnie. Gratulowaliśmy im, bo musieli włożyć wiele wysiłku i serca, by osiągnąć piłkarski szczyt. Podziw tak, zazdrość nie, a chłopaki wcale się nie zmieniły i żaden z nich nie udaje gwiazdy.

Kto był najlepszym polskim sportowcem w ubiegłym roku?

- Najbliżej mi chyba do wyróżnienia drużyny siatkarzy, którzy zostali mistrzami świata. Kibicowałem im, byłem na finale, fantastyczne przeżycie. Siatkarze pokazali, co znaczy zespół. Jestem sportowcem, więc doskonale zdaję sobie sprawę, ile pracy musieli włożyć przedstawiciele innych dyscyplin, tych mniej medialnych również.

Co się robi, by wrócić po kontuzji silniejszym?

- Nie można się załamać. Tylko wytrwała praca i cierpliwość. Kontuzja i przerwa w zajęciach daje możliwość treningu indywidualnego. Można spokojnie pracować nad swoimi słabościami. Wzmocnić inne partie mięśniowe, inne części ciała. Powrót do pełnej sprawności jest monotonny, ale to niezbędne. Tysiące razy zgina się i prostuje nogę. Każde ćwiczenie wykonuje się pod okiem specjalisty.

Lubi pan niemiecką kuchnię?

- Nie przepadam, ale sznycel, czyli coś w rodzaju naszego schabowego, zjem. Wolę makarony. Niemieckie kiełbasy to nie moja bajka.

Pańskie sportowe motto?

- „Jeśli człowiek uwierzy, że jest najlepszy, to przestanie robić postępy”. To początek końca.

Pana ulubiona książka?

- „Nostalgia anioła”. Kto przeczyta, będzie wiedział, dlaczego.

Najdziwniejsze pytanie od dziennikarza?

- To była chyba zabawa, bo dziennikarz „Kickera” zapytał mnie, kto jest szybszy: czy jamajska gwiazda sprintów Usain Bolt, czy… trener Klopp. Na początku myślałem, że to jakaś wkrętka. Nie muszę dodawać, że postawiłem na Bolta. Facet nie z tej ziemi.

Najdziwniejsza propozycja?

- Ktoś mi mówił, że miałem dostać zaproszenie do „Tańca z gwiazdami”. Myślałem, że umrę ze śmiechu. Ani ze mnie tancerz, ani gwiazda.

Przyjemna niespodzianka?

- Gdy niemiecki raper napisał piosenkę o mnie. To było miłe zaskoczenie.

Najlepszy kolega nie-Polak z drużyny Borussii?

- Odpowiedzią na takie pytanie łatwo kogoś urazić, bo można jakiegoś kolegę pominąć. Najszybciej przychodzą mi do głowy Adrian Ramos, Mats Hummels, „Schmelzi”, czyli Marcel Schmelzer, i Marco Reus. Ale naprawdę nie tylko oni są moimi dobrymi kolegami, ze wszystkimi dobrze mi w „mojej” Borussii.

Komu przyznałby pan Złotą Piłkę? Kandydatów jest trzech: Cristiano Ronaldo, Lionel Messi, Manuel Neuer.

- Chyba wybieram Ronaldo. Na mnie jego gole zrobiły największe wrażenie. Wiem, wiem, zaraz usłyszę, że Neuer został mistrzem świata. Absolutnie to doceniam i gdyby dostał tę nagrodę, nikt nie mógłby powiedzieć o przypadku, lecz bramkarz to – nazwijmy – mniej widowiskowa kategoria. Zawodnik z pola ma więcej okazji do wykazania się. Dlatego stawiam na Ronaldo.

Przez ostatnich dziesięć miesięcy rzadko udzielał się pan w mediach.

- I wcale tego nie żałuję. Niedawno spotkała mnie niemiła historia. Jakaś pani poprosiła o krótką rozmowę po meczu z Hoffenheim. Nie robiłem problemu, ale zastrzegłem, że nie chcę poruszać tematu reprezentacji. Zgodziła się. Następnego dnia przeczytałem swoje zmyślone wypowiedzi dotyczące kadry. Słyszałem o wyssanych z palca rzeczach, no i w końcu mnie to dotknęło.

Czyli o reprezentacji i opasce teraz też nie porozmawiamy?

- Czytelnikom „Tempa” życzę wesołych świąt i sukcesów w nowym roku. Serdecznie pozdrawiam

Podziel się