Logo

Facebook Instagram

“Najważniejszy jest następny dzień”

11 lut 2015

Za Kubą ciężki czas. Teraz wraca, by pomóc drużynie wyjść z kryzysu. - My, doświadczeni gracze, musimy wziąć odpowiedzialność na swoje barki - podkreśla.

“Najważniejszy jest następny dzień”

Po zerwaniu więzadła krzyżowego Kuba Błaszczykowski dwa razy próbował na stałe wrócić na boisko, ale zawsze stawało coś na przeszkodzie. O tym i o wielu innych wątkach z życia pomocnika BVB przeczytacie w wywiadzie, jaki przeprowadził z nim w miniony wtorek oficjalny serwis internetowy Borussii Dortmund. Oryginalna wersja dostępna jest pod tym linkiem, poniżej polskie tłumaczenie.

 

BVB.de: Kuba, co u ciebie?

Jakub Błaszczykowski: Dziękuję, aktualnie wszystko w porządku. Po przygotowaniach do rundy wiosennej byłem trochę przeziębiony, ale już jest OK. Liczę, że mam to wszystko już za sobą, trwało to wystarczająco długo. Teraz myślę już wyłącznie pozytywnie, patrzę tylko do przodu.

Ten ostatni czas nie był łatwy. Zerwanie więzadeł krzyżowych, a później dwa nieudane powroty: najpierw naderwanie mięśnia z udziałem ścięgna jesienią, a tuż po zimowych przygotowaniach przeziębienie.

To dwie rożne sprawy. Przeziębienie trwało tylko tydzień, choć - mimo to - nie było łatwo się z tym pogodzić. Uczestniczyłem w całych przygotowaniach i czułem się naprawdę dobrze, gdy niestety przyszła choroba. Zerwanie więzadeł to zupełnie co innego, nie mogłem grac przez osiem miesięcy. A później, przez naderwanie mięśnia, kolejne 2-3 miesiące... Ale tak jak powiedziałem - to wszystko już za mną, nic tego nie zmieni. Teraz chce zdobywać punkty z BVB.

Ile procent dzieli cię jeszcze od osiągnięcia optymalnej formy fizycznej?

Trudno powiedzieć. Przygotowania były dla mnie bardzo ważne, nawet przy bardzo dużym wysiłku nie miałem problemów z kolanem, żadnego bólu. To było naistotniejsze. Fakt, że chwilowo brakuje mi praktyki meczowej, ogrania, bo trening to całkiem coś innego niż mecz. Tylko występy na boisku mogą sprawić, że odbuduję swoją pewność siebie. 

A jak wygląda u ciebie kwestia zaufania do własnego ciała?

Ufam mu. Nie jestem typem człowieka, który myśli o tym na murawie. Tam próbuje dać z siebie wszystko, nie potrafię inaczej - taki mam charakter. Gdybym nagle zaczął inaczej podchodzić do gry, do dryblingów i indywidualnych pojedynków, nie byłbym sobą. Jak coś robię to na 100%.

Musiałeś ostatnio wiele meczów oglądać z trybun, a to całkowicie inna perspektywa. Co zwróciło twoją uwagę? Czego brakowało drużynie, na przykład w ostatnim meczu w Dortmundzie przeciwko Augsburgowi?

Po pierwsze, my się już wystarczająco nagadaliśmy na temat naszej gry, teraz trzeba działać. Ale odpowiadając na pytanie, chwilowo po prostu nie gramy tego co potrafimy. Wcześniej próbowaliśmy rożnych rzeczy i wszystko, ale na prawdę wszystko, kleiło się idealnie. Teraz jest dokładnie na odwrót: obojętnie czego nie zrobimy, wychodzi źle. Myślę, że musimy konsekwetnie próbować grać naszą piłkę, tylko wtedy możemy pokazać swoją jakość i wykorzystać cały potencjał tego zespołu. Musimy pokazać nasze umiejętności. Teraz dobre momenty nawet się zdarzają – niestety w pewnym momencie zaczynamy podejmować zbyt wiele złych decyzji. Ale zostawmy to - wystarczająco dużo zostało już powiedziane, czas pokazać coś na boisku.

Pozwól na jeszcze jedno dodatkowe pytanie. Jak wspomniałeś, kiedyś wasza gra była naznaczona pressingiem, w najlepszych momentach to było wręcz polowanie na piłkę. Uważasz, że powrót do tego stylu mógłby być sposobem na wyjście z dołka? Chyba że on działa tylko wtedy, gdy zespół jest w gazie?

Moim zdaniem możemy tak grać, ale wszystko musi być znów dopięte na sto procen. Przede wszystkim istotny jest timing, bo tu nie chodzi o to, że napastnik startuje, a reszta formacji tego w danym momencie nie robi. Musimy to wszystko dopasować. Wtedy, ale tylko wtedy możemy czerpać z tego korzyści. Przede wszystkim jednak musimy przestać popełniać tak wiele indywidualnych błędów. One są częścią piłki nożnej, nie da się ich całowicie wyeliminować, to fakt... My musimy po prostu popełniać ich mniej niż nasi rywale. Liczbę błędów trzeba drastycznie obniżyć lub wspólnie pracować, by po indywidualnej stracie od razu odzyskać piłkę. To fundament. Jak tylko go odbudujemy, cała reszta zacznie się układać.

Reszta, czyli na przykład pewność siebie?

Oczywiście! Tyle tylko, że ona sama z siebie nie wróci. Pierwszy krok należy do nas - musimy odbudować to, o czym mówiłem przed momentem. Aktualnie każdy przeciwnik widzi szansę, by wygrać z Borussia Dortmund. Każdy wie, że nie gramy tak, jak potrafimy. Nikt nie może nam pomóc wyjść z tej sytuacji, możemy to zrobić tylko my sami. Każdy z nas musi to zrozumieć. To obecnie najważniejsze i... najtrudniejsze.

A jak konkretnie może pomóc Kuba Błaszczykowski? Ostatnio bardzo brakowało bramek, a Ty w przygotowaniach strzeliłeś dwie.

Tak, strzeliłem dwie, to była fajna sprawa. Kiedy wracasz po kontuzji, bramki dają ci pewność siebie. Ja jednak chcę pomóc drużynie przede wszystkim moim doświadczeniem. W zespole jest kilku bardzo młodych zawodników, dlatego my - bardziej doświadczeni - musimy wziąć odpowiedzialność na swoje barki i ich trochę odciążyć. 

Tak jak mówisz, jesteś doświadczony - grasz w BVB od 2007 roku. Przychodzi ci do głowy moment z przeszłości, do którego mógłbyś porównać obecny kryzys?

Gdy przeszedłem do Dortmundu sytuacja była zupełnie inna. Nie byliśmy drużyną ze ścisłej czołówki i nikt nie oczekiwał od nas, że będziemy grać o tytuły. Teraz jest inaczej, mamy też inny zespół. No i jest presja, bardzo duża... Z drugiej strony to jest część pracy piłkarza - zawsze grasz pod presja i musisz z tym żyć. To zupełnie normalne, nie można tego zmienić. Tutaj jednak nikt, ale naprawdę nikt nie myślał, że znajdziemy się w takiej sytuacji jak dziś. Czasami trzeba spaść na sam dół, by przekonać się jak to jest. Dopiero wtedy docenia się te lepsze momenty. Tak samo jest w życiu.

W życiu niewielu osób cały czas świeci słońce.

Dokładnie! Jesteśmy teraz w ciężkiej sytuacji, ale to da nam również bardzo ważne doświadczenie na przyszłość. Oczywiście super, jakbyśmy obeszli się bez tych ciężkich chwil, ale cóż - takie jest życie i taka jest nasza sytuacja. Musimy to przeżyć i dalej walczyć.

Jak podchodzisz do tej walki?

Odpowiem pytaniem na pytanie. Co robiliśmy podczas pierwszego mistrzowskiego sezonu? Wtedy również byliśmy pod presja. Mieliśmy co prawda 8 punktów przewagi, ale mocno naciskał nas Bayer Leverkusen. To też kreowało bardzo dużą presję. Przed meczem mieliśmy tylko tylko to, co będzie jutro, przeciwko jakiej drużynie gramy kolejne spotkanie. Bo to jest najważniejsze: następny dzień, następny przeciwnik, a nie to, co będzie w maju. O tym nie można myśleć. Ciężko rzecz jasna odstawić na bok presję związaną z grą o utrzymanie, ale musimy o niej zapomnieć i koncentrować się tylko na następnym meczu. Taki podejście pomoże nam grać lepiej.

Tę presję odczuwają również nasi kibice, oni po prostu boją się o drużynę. Rozumiesz ich zachowanie po ostatnim meczu z Augsburgiem?

Oczywiście. Musimy to zrozumieć. Przez te wszystkie lata mieliśmy zawsze niesamowite wsparcie naszych fanów. Tego nigdzie indziej nie można doświadczyć, w żadnym innym klubie, tylko w Borussii Dortmund. Teraz także oni mają świadomość, że wszystko idzie bardzo ciężko. Pamiętajmy, że pomimo bardzo słabej rundy jesiennej mieliśmy cały czas maksymalne wsparcie kibiców, a drużyna wciąż nie szła na przód. Może teraz potrzebujemy czegoś innego, może to pomoże. Rozumiemy naszych fanów na 100%, nie daliśmy im ostatnio zbyt wielu fajnych chwil. Gorąco liczę, że to wszystko się zmieni i jeszcze będziemy w tym sezonie szczęśliwi.

 
Podziel się